Krytyka to nie brak szacunku
Kibice podkreślają, że lojalność wobec klubu nie wymaga bezwarunkowych braw po każdej porażce.
„Kibicowanie nie polega na ciągłym klepaniu zawodników po plecach. (...) Prawdziwy kolega nie jest tym, który po każdym Twoim błędzie mówi Ci, że wszystko zrobiłeś świetnie”.Ultrasi zaznaczają: „Jesteśmy kibicami, nie klakierami”. Ich zdaniem można kochać klub i jednocześnie konstruktywnie go krytykować.
Nie ma zgody na odpowiedzialność zbiorową
Wcześniej zarząd Unii Leszno SSA w oficjalnym oświadczeniu stanowczo potępił agresję i stwierdził wprost, że każdy, kto dopuszcza się wulgarnych okrzyków słownych lub fizycznej przemocy wobec zawodników i innych fanów, „nie ma prawa nazywać się Kibicem ani nosić biało-niebieskich barw”. Klub odciął się od takich zachowań, pisząc o osobach „nazywających się bezpodstawnie kibicami”.
Do tych słów bezpośrednio odniosła się grupa Ultras Bycza Armia. Kibice stanowczo nie zgadzają się na przypisywanie łatki „bezpodstawnych kibiców” wszystkim osobom z sektora FAN. Przypominają o ludziach, którzy jeżdżą za drużyną po Polsce, przygotowują doping i oprawy oraz poświęcają na to własny czas i pieniądze. Jednocześnie ultrasi zapewniają, że doping prowadzony z gniazda nie nawoływał do przemocy ani do gróźb. Kibice żądają, by nie obarczać całego sektora odpowiedzialnością za zachowanie pojedynczych osób.
Kontekst napięć z Wrocławiem
Ultrasi odnieśli się także do wulgarnych przyśpiewek pod adresem Sparty Wrocław. Przyznają, że było ich więcej niż zwykle, ale wskazują na wcześniejsze prowokacje ze strony rywali. Jako przykłady podają zachowanie Macieja Janowskiego przed ich sektorem podczas poprzedniego meczu oraz prowokacyjne przyśpiewki przeciwników o tym, że Unia to „nie jest polski klub”.