To mogło się skończyć tragedią
Do tego dramatycznego zdarzenia doszło w sobotę. Trzech mężczyzn i dziecko jednego z nich wybrali się samochodem do lasu. Po kilku godzinach spaceru część grupy postanowiła odpocząć. W samochodzie pozostał 40-latek i chłopiec. W pewnym momencie dwaj spacerowicze usłyszeli dźwięk silnika i zauważyli, że auto odjeżdża w stronę pobliskiej miejscowości.
- Jazda nie trwała jednak długo. Po przejechaniu kilkuset metrów auto wypadło z drogi i z impetem uderzyło w przydrożne drzewo. Mimo groźnie wyglądającego zdarzenia kierowca i nieletni zdołali wydostać się z pojazdu. Przypadkowy świadek podwiózł ich z powrotem do reszty grupy. Gdy okazało się, że dziecko uskarża się na silny ból brzucha i musi trafić do szpitala we Wschowie, 40-latek wykorzystał zamieszanie i oddalił się w nieznanym kierunku – mówi Marek Cieślakowski, z Komendy Powiatowej Policji we Wschowie.
Komendant wschowskiej policji natychmiast ogłosił alarm za uciekinierem, którego zatrzymano po kilkudziesięciu minutach poszukiwań.
- Badanie alkomatem wykazało w jego organizmie ponad dwa promile. Szybko wyszło też na jaw, że mężczyzna w ogóle nie powinien prowadzić, gdyż miał już zatrzymane prawo jazdy za kierowanie po użyciu alkoholu. Ponadto przeprowadzono dodatkowa badanie, które pomoże ustalić czy spożywał on alkohol, zanim wsiadł za kółko – mówi M. Cieślakowski.
40-latek usłyszał zarzut zaboru pojazdu w celu krótkotrwałego użycia i jego porzucenie. Grozi mu za to do 8 lat pozbawienia wolności.
Polecany artykuł:
