Systemowa dziura w weryfikacji
Prezydent w swoim piśmie przyznaje wprost, że organy wydające karty parkingowe nie mają narzędzi, by na bieżąco monitorować, czy ich właściciele nadal żyją. Cały system opiera się na ręcznym wprowadzaniu danych o zwróconych dokumentach, co w praktyce oznacza, że jeśli rodzina nie odda karty dobrowolnie, system jej nie „wyłapie”.
„Zespół nie jest organem nadzorującym i nie prowadzi kontroli poprawności wykorzystywania kart (...). Nie ma też możliwości weryfikacji statusu osoby w ewidencji PESEL” – czytamy w odpowiedzi urzędu.
Służby bez dostępu do danych
Radna Ewa Rosik alarmowała, że ta informacyjna próżnia uderza w osoby z rzeczywistą niepełnosprawnością, bo miejsca postojowe są blokowane przez w pełni sprawnych kierowców. Choć radna proponuje wdrożenie specjalnej aplikacji dla Straży Miejskiej, z dokumentów wynika, że brak integracji baz danych jest obecnie barierą nie do przeskoczenia.
Z odpowiedzi prezydenta wynika, że bez zmian na szczeblu krajowym lub kosztownych lokalnych innowacji, Straż Miejska wciąż będzie miała ograniczone pole do działania, a uczciwość mieszkańców pozostanie jedynym bezpiecznikiem systemu.
Wniosek jest jasny: dopóki baza PESEL nie „porozmawia” z rejestrem kart, martwe dusze na parkingach pozostaną bezkarne.
