Przed sezonem Zielonogórzanie byli typowani do jazdy w play-off. Zespół jechał jednak poniżej możliwości. Zawodził Leon Madsen i przyplątała się kontuzja Damiana Ratajczaka. W sześciu spotkaniach ekipa prowadzona przez Grzegorza Walaska wywalczyła zaledwie dwa punkty, zdobyte w domowym meczu przeciwko najsłabszej drużynie ligi – Włókniarzowi Częstochowa.
Wieczorem we wtorek, jakby tego było mało, do obozu z Zielonej Góry dotarły kolejne niedobre informacje, bo w lidze szwedzkiej obojczyk złamał Dominik Kubera, który sygnalizował właśnie zwyżkę formy.
Sentymentów w walce o punkty nie będzie
Czy Byki wykorzystają w niedzielę kłopoty przeciwnika i powalczą o pierwsze wyjazdowe punkty? Taka szansa się pojawia i powinno się ją bezwzględnie wykorzystać, wszak taki jest sport i sentymentów w walce o to co najcenniejsze, czyli punkty nie ma. Mimo tych kadrowych braków przeciwnik będzie na pewno robił wszystko, by powstrzymać drużynę z Leszna.
Największym kłopotem dla leszczynian będzie powstrzymanie wspomnianego Madsena, który powraca do „żywych” po zwycięstwie w Grand Prix, ale także zastopowanie Przemysława Pawlickiego i Andrzeja Lebiediewa. To na tej trójce będzie opierać się w tym żużlowym klasyku siła rywala. Ten na pewno będzie bardzo zmobilizowany, a potęgujące się problemy często wyzwalały w zespołach dodatkowe pokłady energii.
W Lesznie też są cały czas pewne problemy, a tym problemem jest postawa Grzegorza Zengoty, Janusza Kołodzieja i Kacpra Mani. Cała trójka ma kłopoty z ustabilizowaniem formy. Wiele będzie od tych zawodników zależeć. Jeśli zapunktują na przyzwoitym poziomie, to dwa duże punkty powinny pojechać do Wielkopolski.
Dodajmy, że to elektryzujące oba miasta spotkanie rozegrane zostanie w niedzielę na zakończenie 7 kolejki spotkań PGE Ekstraligi, a rozpocznie się o godzinie 19.30.