Szybki skok cen. Co się dzieje?
Jeszcze na początku miesiąca ceny paliw w regionie utrzymywały się poniżej obecnych poziomów. Teraz różnice widać niemal z dnia na dzień. Najmocniej podrożał diesel, który przebił już 6,30 zł.
Eksperci rynku paliw wskazują, że wzrost cen ma związek z napiętą sytuacją geopolityczną i konfliktem w rejonie Zatoki Perskiej. Każde zagrożenie dla dostaw ropy z Bliskiego Wschodu natychmiast odbija się na notowaniach surowca na światowych rynkach. A gdy drożeje ropa – po kilku, kilkunastu dniach rosną też ceny na polskich stacjach.
W praktyce oznacza to, że kierowcy w Lesznie odczuwają skutki wydarzeń oddalonych o tysiące kilometrów.
Już to przerabialiśmy. Ile płaciliśmy rekordowo?
Dla wielu kierowców obecne stawki to bolesne przypomnienie sytuacji z 2022 roku, gdy ceny paliw w Polsce biły historyczne rekordy po wybuchu wojny w Ukrainie.
Wtedy benzyna Pb95 potrafiła kosztować ponad 8 zł za litr, a diesel w niektórych momentach zbliżał się do podobnych poziomów. Były to najwyższe ceny w historii polskich stacji paliw.
Na tym tle obecne 6,07 zł za benzynę i 6,35 zł za olej napędowy nie wyglądają jeszcze dramatycznie – ale tempo wzrostu budzi niepokój.
10 zł za litr? Czy to realny scenariusz?
Czy możliwe są dwucyfrowe ceny na pylonach stacji? Dziś to wciąż scenariusz skrajny. Aby litr paliwa kosztował 10 zł, musiałoby dojść do poważnego i długotrwałego kryzysu na rynku ropy – np. całkowitego zablokowania dostaw z kluczowych regionów świata.
Nie da się jednak ukryć, że rynek paliw jest wyjątkowo wrażliwy na konflikty zbrojne i napięcia polityczne. Wojna w rejonie Zatoki Perskiej już teraz podbija notowania ropy, a jeśli sytuacja się zaostrzy, ceny mogą dalej rosnąć.
Na razie kierowcom w Lesznie pozostaje obserwować sytuację i tankować z rozwagą. Jedno jest pewne – okres spokojnych, stabilnych cen znów się kończy. A pytanie, ile zapłacimy za litr paliwa za kilka tygodni, wraca z pełną mocą.
