Przetrzymywali go i mu grozili
Do zdarzenia doszło w jednej z miejscowości powiatu wschowskiego. Policja dowiedziała się o nim od samego pokrzywdzonego, który w obawie o swoje i swoich najbliższych bezpieczeństwo postanowił zgłosić sprawę organom ścigania.
- Mieszkaniec województwa wielkopolskiego został zwabiony na teren jednej z posesji w gminie Wschowa, gdzie podejrzani wmawiali mu, że posiada wobec nich dług. Uniemożliwiali mu opuszczenie posesji, grożąc zamachem na jego życie i zdrowie. Po kilku godzinach zabrali mężczyznę do Wschowy, gdzie zmusili go do wypłacania pieniędzy z bankomatów i przekazywania ich na rzekomą spłatę długu. Następnie udali się do jego miejsca zamieszkania, skąd zabrali telewizor, rower elektryczny oraz wiertarkę, również jako „spłatę” fikcyjnego zadłużenia. Po załadowaniu sprzętu do samochodu wrócili na posesję w gminie Wschowa, gdzie podzielili się zabranymi przedmiotami. Uznali jednak, że to wciąż za mało, a „dług” rósł z każdą godziną. Wówczas zmusili pokrzywdzonego do podpisania oświadczenia o przekazaniu samochodu jednemu z podejrzanych, grożąc użyciem siły - mówi Marek Cieślakowski, z Komendy Powiatowej Policji we Wschowie.
Po wszystkim odwieźli 43-latka do Wschowy, skąd sam musiał wrócił do domu. W połowie kwietnia pokrzywdzonego mężczyznę odwiedził jeden ze sprawców, ponownie domagając się spłaty długu. Wtedy zdecydował się powiadomić policję.
- Na teren posesji, gdzie wcześniej przetrzymywano pokrzywdzonego, funkcjonariusze wspólnie z policjantami Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji z Gorzowa Wielkopolskiego i Poznania zatrzymali dwóch podejrzanych. Kolejne trzy osoby policjanci zatrzymali w miejscu ich zamieszkania - mówi M. Cieślakowski.
Wszyscy mężczyźni zostali przewiezieni do wschowskiej komendy policji. Mają od 30 do 50 lat. Podejrzani usłyszeli zarzuty wymuszenia rozbójniczego, za które grozi im kara do 10 pozbawienia wolności.
Sąd Rejonowy we Wschowie, na wniosek Prokuratury Rejonowej we Wschowie zastosował wobec nich areszt tymczasowy na okres 3 miesięcy.
Pokrzywdzony twierdzi, że nie zna podejrzanych mężczyzn.