Czarne złoto w sercu Wielkopolski. Leśnicy budzą XIX-wiecznego kolosa, który skrywa niezwykłą tajemnicę

Wyobraź sobie gęsty, cichy las, zapach sosnowego igliwia i wilgotnego mchu, nad którym nagle zaczyna unosić się gęsty, błękitny dym. To nie pożar, lecz powrót do przeszłości, która przez dziesięciolecia była szczelnie zasypana ziemią i zapomniana. Już 5 października w lasach Nadleśnictwa Włoszakowice znowu ożyje niezwykła historia. Leśnicy rozpalą zabytkową retortę – dziewiętnastowieczny, murowany piec do wypalania węgla drzewnego, który stanowi absolutny unikat w tej części kraju.

Murowana retorta wkopana w ziemię w lesie. O zabytkowym piecu we Włoszakowicach przeczytasz na Eska Leszno.
Autor: Tomek Szymlet

Przypadkowe odkrycie w leśnej głuszy

Te potężne konstrukcje, częściowo wkopane w ziemię, przez dziesięciolecia spoczywały w leśnej głuszy. Choć leśnicy podejrzewali, że gdzieś w gęstwinie kryją się ślady dawnego rzemiosła smolarzy, na ich trop wpadli dopiero w 2010 roku – i to zupełnie przypadkiem.

– „To są tak zwane retorty. Wiedzieliśmy, że takie rzeczy są gdzieś zakopane, udało się je odnaleźć i później odbudować. Od tamtego czasu w jednym z tych pieców regularnie wypalamy węgiel drzewny” – opowiada Karol Marcinkowski z Nadleśnictwa Włoszakowice.

Dla zachodniej Polski te piece są czymś zupełnie niespotykanym. O ile w Bieszczadach retorty na stałe wpisały się w krajobraz, o tyle na zachód od Wisły podobnych murowanych konstrukcji próżno szukać. Nic dziwnego, że pokazy ich rozpalania przyciągają rzesze turystów i pasjonatów historii, którzy chcą na własne oczy zobaczyć, jak dawniej okiełznywano ogień.

Zamiast węgla... taczka popiołu. Początki były katastrofą

Sam proces wypału to jednak niezwykle wymagające rzemiosło, w którym nie ma miejsca na pośpiech czy przypadek. Leśnicy muszą najpierw ułożyć wewnątrz pieca od 10 do nawet 12 metrów przestrzennych drewna. Układa się je tak ciasno, jak to tylko możliwe, a kluczem do sukcesu jest kontrolowanie dopływu powietrza.

– „Podkładamy ogień, a po pewnym czasie odcinamy dopływ powietrza. Całość wypala się w warunkach beztlenowych przez dwa, trzy tygodnie” – wyjaśnia Karol Marcinkowski.

Początki reaktywacji tego dawnego rzemiosła we Włoszakowicach były jednak trudne i pokazały, jak wielkiej pokory wymaga praca z żywiołem. Leśnicy musieli uczyć się na własnych błędach, o czym z uśmiechem wspomina Marcinkowski:

– „Pierwszy wypał w 2011 roku zakończył się katastrofą. Z całego drewna została nam tylko taczka popiołu. Człowiek uczy się na błędach. Dziś z jednego wypału uzyskujemy 450–500 kilogramów węgla”.

Wszystko zaczyna się od rozpalenia ognia za pomocą łuczywa, czyli bogatych w żywicę kawałków drewna sosnowego. To tradycyjna metoda, która młodszym pokoleniom może wydawać się wręcz egzotyczna – leśnicy żartują nawet, że młodzi powinni sprawdzić w internetowych wyszukiwarkach, czym ono właściwie jest. Gdy ogień już się rozgości, piec zostaje szczelnie zamknięty, a drewno powoli, beztlenowo zmienia się w wartościowy węgiel.

Od napędu wojennych maszyn do narodowego sportu Polaków

Dziś węgiel drzewny kojarzy się nam niemal wyłącznie z weekendowym grillowaniem, które leśnicy żartobliwie nazywają „narodowym sportem Polaków”. Dawniej jednak ten surowiec miał strategiczne znaczenie i napędzał całe gałęzie gospodarki.

– „Kiedyś był używany w hutnictwie, w kowalstwie, w medycynie, jako protoplasta węgla aktywowanego, a także do produkcji prochu strzelniczego” – tłumaczy Karol Marcinkowski.

Włoszakowickie piece kryją też fascynujący i mroczny epizod związany z czasami II wojny światowej. Z zachowanych poniemieckich zapisków wynika, że z retort aktywnie korzystali okupanci. Wytwarzany w nich gaz drzewny służył wówczas jako alternatywne paliwo do napędzania samochodów.

Retorta
Autor: Tomasz Szymlet

Królestwo leśnych gigantów i czarne łebki

Wyprawa do Włoszakowic, by zobaczyć dymiącą retortę, to także doskonała okazja do odkrycia innych sekretów tamtejszych lasów. Okolice te są bowiem prawdziwym królestwem jelonka rogacza, jednego z największych i najbardziej spektakularnych chrząszczy w Polsce. Nadleśnictwo może pochwalić się jedną z najliczniejszych populacji tego owada w kraju. W okresie czerwca i lipca tutejsze dąbrowy dosłownie huczą od ich obecności.

Z kolei jesienią tutejsze knieje zamieniają się w prawdziwy raj dla grzybiarzy, którzy chętnie zapełniają kosze borowikami oraz borowikami brunatnymi, lokalnie nazywanymi czarnymi łebkami. Grzybów jest tu pod dostatkiem, a każdy doświadczony zbieracz ma we Włoszakowicach swoje ulubione, tajemne ścieżki.

Żywa lekcja historii w sercu lasu

Organizowane przez Nadleśnictwo Włoszakowice coroczne wydarzenia rodzinne i pokazy wypału mają przede wszystkim łączyć pokolenia i uczyć szacunku do przyrody. Oprócz spektakularnego widoku dymiącej retorty, na odwiedzających czekają animacje dla najmłodszych, gry terenowe i warsztaty.

To idealny pretekst, by na chwilę zwolnić bieg, odciągnąć dzieci od ekranów smartfonów i spędzić czas na łonie natury, chłonąc historię wszystkimi zmysłami. Jeśli szukasz pomysłu na niezwykły weekendowy wypad, leśne ścieżki Włoszakowic i dym unoszący się nad dziewiętnastowiecznymi piecami czekają na odkrycie. Dzień Smolarza dobędzie sie w ty, roku 5 października. 

QUIZ. Poniedziałkowy test z wiedzy ogólnej. Siódme pytanie wywali Cię z kapci
Pytanie 1 z 10
Słynna powieść postapokaliptyczna napisana przez Dmitrija Głuchowskiego to "Metro...