„Haczkarze” z Leszna. Strażacy GFFF Poland do zadań specjalnych [ZDJĘCIA]

Tam, gdzie ciężki sprzęt za grube miliony nie wjedzie – wchodzą oni. Lekko ubrani, z ciężkimi plecakami i narzędziami ręcznymi. Gaszą pożary lasów, parków, czy nieużytków metodami jak za dawnych lat. Skutecznie.

Jak za dawnych lat

O strażakach GFFF Poland (Ground Forest Fire Fighting) zrobiło się głośno podczas majowego pożaru w Puszczy Solskiej. To wyspecjalizowane moduły Państwowej Straży Pożarnej do walki z pożarami terenów niezurbanizowanych i trudno dostępnych dla pojazdów, dedykowane do działań poza granicami kraju. W wielkopolskim module GFFF jest ich 40. Dwóch z nich to strażacy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lesznie – Szymon Michalak i Szymon Sieracki. Zgłosili się na ochotnika.

- Jesteśmy strażacy leśni, a wśród kolegów w podziale „haczkarze” – mówi Szymon Michalak.

To żartobliwe określenie wzięło się od narzędzia i sposobu pracy, jaką wykonują na miejscu. Idą tam pieszo, z bagażem ograniczonym do minimum. 

- Moduł jest z natury lekki, czyli tak naprawdę wszystko, co jesteśmy w stanie zabrać na siebie to zabieramy i idziemy do tego pożaru. Jest to fire pack, czyli przysłowiowy plecak, w którym mamy rzeczy na przebranie, posiłek jakiś (jak mamy przerwę w lesie na chwilę, żeby coś zjeść, zwiększyć energetyczność) i IFAK, czyli apteczka pierwszej pomocy dla każdego strażaka, który na tej linii ognia działa, żeby był zabezpieczony. I tak naprawdę woda. Woda, woda, jeszcze raz woda pitna. Tam nie jedzie za nami auto z jedzeniem i wodą, więc te butelki musimy poupychać w każde możliwe kieszenie. To mamy na sobie, a w ręce narzędzie, którym działamy i to jest jedyny sprzęt, który zabieramy na własnych nogach i idziemy w las – mówi Szymon Sieracki.

Ich praca to swoisty powrót do pożarniczej przeszłości. Choć używany dziś przez strażaków sprzęt znacznie różni się od tego, którym posługiwali się przed laty. 

- Zawsze działamy przodem do pożaru. Działamy narzędziami ręcznymi na zasadzie odebrania materiału palnego pożarowi, czyli robiąc pasy przeciwpożarowe. Zabieramy ten materiał palny, kiedy płomień dochodzi do naszego pasa, tak naprawdę nie ma już tego materiału palnego i przygasa. Strażacy wchodzą na tą linię i tymi narzędziami ręcznymi ten materiał palny przegrzebują, żeby ten płomień na nowo już nie powstał, a nawet jeśli powstanie, no to tak naprawdę nie ma materiału palnego i gaśnie – wyjaśnia Sz. Sieracki.

Płonie puszcza Solska

Ognień w ogień

Przygotowanie takiego pasa przeciwpożarowego to czasochłonna praca. Trzeba się porządnie "namachać", zanim zobaczy się konkretny efekt. Wyczerpanie fizyczne w module GFFF to więc pojęcie względne. 

- Tak, czasowo to jest bardzo dużo. Pierwsze uderzenia, dużo energii. Później szybkość się stabilizuje i już wtedy wszyscy robią jednym tempem – mówi Sz. Michalak.

- Jaką prędkość można uzyskać? W zależności od terenu, czy on jest płaski, czy on jest górzysty. Jeśli chodzi o tereny polskie to myślę, że jesteśmy w stanie zrobić do 400 metrów, 600 metrów na godzinę. Ale to naprawdę musi być zgrany zespół i to nie może być 5, 6 osób, tylko 10, powyżej nawet 10 osób. Jeśli chodzi o tereny górzyste - Sardynia, czy chociażby Hiszpania - stabilność na takim podłożu już nie jest taka prosta. Zachowanie tego bezpieczeństwa jest już na wyższym poziomie - stoczenia się kamieni, czegokolwiek na kolegę, który jest za nami. Myślę, że 100-200 metrów na godzinę jak najbardziej w górzystym terenie – mówi Sz. Sieracki.

Podobne efekty jak przy usuwaniu roślinności i przegrzebywaniu ziemi osiąga się… wzniecając kontrolowany pożar przed zbliżającym się ogniem. To popularna metoda, stosowana np. na rozległych suchych terenach Stanów Zjednoczonych czy Australii.  

- Wykorzystujemy ogień również tak samo jak te narzędzia - do zabrania materiału palnego. Wypalając materiał palny, kiedy pożar do tego momentu dochodzi (my to mówimy do czarnego, czyli do tego spalonego) nie ma już pożywki, nie ma tego materiału i też gaśnie – tłumaczy Szymon Sieracki.

Wielkopolskie Obchody Dnia Strażaka. Leszno 2025

Wszyscy, albo nikt

Praca zespołowa to fundament i absolutna podstawa działania modułów GFFF. Ze względu na ekstremalne warunki, w jakich pracują ci strażacy, sprawne współdziałanie nie jest jedynie zaletą – jest warunkiem przetrwania i powodzenia całej misji. Podczas gaszenia pożaru lasu panuje ogromny hałas i dym. W takich warunkach strażacy często porozumiewają się gestami, krótkimi komendami przekazywanymi jak „głuchy telefon”, czy gwizdkiem. Każdy z nich doskonale wie, co ma robić. Kiedy jeden pilarką karczuje rośliny, drugi przegrzebuje ziemię, trzeci monitoruje otoczenie przed nagłą zmianą kierunku wiatru i pilnuje drogi ewakuacji.

- Nie możemy powiedzieć, że się nie boimy, bo ten co się nie boi to ginie – komentuje Szymon Michalak.

- Zawsze mamy takie hasło, że albo robimy wszyscy, albo nie robi tak naprawdę nikt i mamy przerwę. Ja tak to „grzeczniej” powiedziałem, my to troszeczkę inaczej nazywamy, ale nie nadaje się to do publikacji – mówi z uśmiechem Sz. Sieracki.

Są gotowi ruszyć do akcji w każdej chwili. Spakowany plecak czeka zawsze, w domu czy komendzie. W środku dokumenty, paszporty, książeczki szczepień, powerbanki do telefonu…

- Ja myślę, że około 20 kilo to ze spokojem waży – mówi Szymon Sieracki.

- Pierwszy wyjazd weryfikuje, kto czego nie zabrał, a kto zabrał za dużo. Po pierwszym wyjeździe każdy zweryfikował siebie, jakie ma potrzeby i czego potrzebuje. Jeden potrzebuje dwie pary skarpetek, a drugi mówi, że ujedzie na jednej parze – dopowiada Sz. Michalak.

Wyjeżdżają do pomocy zawsze wtedy, gdy są o to poproszeni. Kraj zmagający się z pożarem ma prawo jednak z niej nie skorzystać. 

- Bazując na innych krajach i rozmawiając z innymi osobami poza granicami kraju - Polskę też to będzie czekać w najbliższych latach. Klimat się będzie zmieniał, wilgotność będzie dużo niższa, te wody gruntowe będą dużo niższe, więc suchość tej ściółki leśnej na pewno się będzie zmieniać pod kątem rozprzestrzeniania się pożaru i możliwości jego powstawania. Teraz może nie mamy pracy w Polsce za dużo, ale nie chcemy się obudzić za późno, bo wiemy, że coś takiego może w najbliższych latach nadejść i wtedy będziemy już bardziej na to gotowi, niż byliśmy kilka lat do tyłu - dodaje Szymon Sieradzki. 

"

ROLKI