Kapitan znów na posterunku. Rehabilitacja zamiast wakacji
Powrót leszczynian do najlepszej ligi świata stał się faktem w dużej mierze dzięki fenomenalnej postawie Janusza Kołodzieja na zapleczu Ekstraligi. Niestety, radość z awansu została zmącona przez pechowe zdarzenie tuż po zakończeniu ubiegłorocznych zmagań. Zerwane więzadła w kolanie sprawiły, że zamiast odpoczynku i tradycyjnych przygotowań, kapitan Fogo Unii musiał skupić się na morderczej rehabilitacji.
Choć urazy w ostatnich latach stały się przekleństwem leszczyńskiego klubu (przypomnijmy, że to właśnie plaga kontuzji przyczyniła się do spadku zespołu w 2024 roku), Kołodziej po raz kolejny pokazuje niezwykły hart ducha.
Polecany artykuł:
Motocykl lekarstwem na ból
Podczas przedsezonowej konferencji prasowej kapitan „Byków” szczerze opowiedział o swoim stanie zdrowia. Choć przyznaje, że do pełnej sprawności fizycznej jeszcze daleko, to na motocyklu czuje się pewniej niż na własnych nogach.
„Z czasem jest coraz lepiej, choć trudno powiedzieć, żeby po urazie nie było już śladu, bo z taką kontuzją do siebie dochodzi się długo. Natomiast paradoksalnie łatwiej mi się jeździ niż chodzi, więc pod tym względem nie jest źle” – przyznaje Janusz Kołodziej.
Dla doświadczonego żużlowca kluczowy był moment pierwszego wyjazdu na tor. To właśnie kontakt z nawierzchnią i rykiem silnika pozwolił mu odzyskać spokój psychiczny przed nadchodzącą inauguracją.
„To, że w tym roku wyjechaliśmy na tor tak wcześnie, bardzo pomogło mi rozwiać wątpliwości. Poczułem ogromną radość z tego, że znów mogłem usiąść na motocykl” – dodaje lider leszczyńskiej drużyny.
Wielka inauguracja już w piątek
Już 10 kwietnia przekonamy się, jak dyspozycja zdrowotna Kołodzieja przełoży się na zdobycze punktowe w starciu z najmocniejszymi ekipami w kraju. Unia Leszno po rocznej przerwie znów chce rozdawać karty w PGE Ekstralidze, a sprawny i zmotywowany kapitan jest dla trenera Rafała Okoniewskiego fundamentem, bez którego trudno wyobrazić sobie walkę o najwyższe cele.
